Znajdź mieszkanie

Oszustwa wokół rządowego programu mieszkaniowego Rodzina na Swoim

Nieuczciwe umowy firm budowlanych z klientami. Zaniżając na papierze ceny mieszkań, wyłudzają od państwa dopłaty, które nie kwalifikują się do preferencyjnych kredytów. Grozi za to od 3 do 5 lat więzienia.

Deweloperzy i klienci nauczyli się obchodzić zasady obowiązujące w programie „Rodzina na swoim". W efekcie państwo dopłaca do rat kredytów zaciągniętych na znacznie droższe mieszkania, niż pozwalają na to ustawowe limity. Przykładowo w Warszawie limit ceny metra kwadratowego mieszkania na rynku pierwotnym wynosi 6435 zł. Ale niektórzy mogą dostać dopłatę nawet do mieszkań wartych po 8 tys. zł za mkw. W jaki sposób?

- Miałem odłożone 100 tys. złotych na mieszkanie. Pośrednik zaproponował, abym zamiast przeznaczać te pieniądze na wkład własny, przekazał je deweloperowi pod stołem. W zamian za to on obniżyłby cenę mieszkania do limitu ustalonego w programie „Rodzina na swoim" i państwo dopłacałoby mi do rat - tłumaczy czytelnik „DGP" z Katowic. Jak sformalizowane miało być owo przekazanie pod stołem, nie dowiedział się, ponieważ zrezygnował z transakcji. Ale „DGP" udało się ustalić, w jaki sposób deweloperzy, agenci i klienci naginają prawo. Mają na to dwa sposoby.

W pierwszym obie strony - klient i deweloper - spisują umowę na prace wykończeniowe. Wpisują do niej kwotę, która później pozwoli obniżyć cenę mieszkania do poziomów mieszczących się w limitach programu. Co do zgodności takiego rozwiązania z przepisami prawnicy mają mieszane uczucia. - Moim zdaniem jest to zgodne. Wykończenie to usługa odrębna od samego zakupu mieszkania, nieobjęta regulacją ustawy „Rodzina na swoim" - uważa adwokat Tomasz Lustyk. Ale Andrzej Michałowski, członek Naczelnej Rady Adwokackiej, widzi niebezpieczeństwo. - Rozbicie transakcji na dwie umowy - sprzedaży i wykończenia - jest możliwe, ale może grozić pociągnięciem do odpowiedzialności za zaniżanie wartości mieszkania - twierdzi.

Inny sposób to obniżanie ceny mieszkania i zawyżanie kosztu zakupu piwnicy czy garażu. Mamy w takim wypadku dwa akty notarialne, deweloper dostaje tyle pieniędzy, ile chciał, a kupujący może liczyć na dopłaty. Przez osiem lat państwo spłaca mu 50 proc. odsetek. W przypadku mieszkania, które kosztuje 320 tys. zł, będzie to ok. 82 tys. zł.

Dziennik Gazeta Prawna